Ciężko nazwać to wyspaniem się, zwłaszcza kiedy głowa mówi "pora iść spać", ale wypoczęliśmy na tyle, żeby zwiedzić nieco więcej.
Udaliśmy się piechotą do Tokio Tower!
Patrząc w mapę szliśmy w kierunku wieży i wchodziliśmy po drodze wszędzie, gdzie wydawało się ciekawie.
W ten sposób znaleźliśmy urokliwą świątynię z kocim strażnikiem!
Kot wydawał się wszystkim kłaniać, nie obchodziły go rybki ;)
Na samą Tokio Tower można było wspiąć się dwoma ścieżkami: windą lub schodkami. Ponieważ pogoda dopisała bardzo, wybraliśmy schody. Ciężko było, na szczęście wiaterek pomagał! No i dostaliśmy odznakę za samodzielne wejście!
Ten dzień był bardzo lekki i przyjemny. Nie chcieliśmy się przeforsować tak na początek, jeszcze nie wiedzieliśmy co czeka nas jutro...
Ps.
Myślałam, że w hotelu będzie dostępny komputer i będę mogła dodawać zdjęcia prosto z aparatu, tymczasem proszę się zadowolić tymi z komórki. Jakość nie powala, kolory pewnie są lekko zakłamane, ale jak tylko dostanę komputer, pododaję te ładne ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz